Ostatnio zachęcałam do pobytu w Szklarskiej Porębie, a dzisiaj dla odmiany proponuję zdobywanie szczytu i to nie byle jakiego, bo Śnieżnika – najwyższego szczytu Masywu Śnieżnika My zdobyliśmy go dokładnie 7 lipca 2013 roku i wszystkie zdjęcia i wrażenia pochodzą właśnie z tej wyprawy.
Trasa wyprawy: Kletno (żółty szlak turystyczny) - Schronisko na Hali pod Śnieżnikiem im. Zbyszka Fastnachta - Śnieżnik Kłodzki (zielony szlak turystyczny). Powrót do Kletna tą samą drogą.
Na zdobycie Śnieżnika (1425 m n.p.m) wybraliśmy się 7 lipca 2013 roku. Nie wiem dlaczego jadąc do Kletna (okolice Stronia Śląskiego) zboczyliśmy z trasy i zatrzymaliśmy się w Lądku Zdroju. Chyba chcieliśmy wypić kawę...... Lądek Zdrój widzieliśmy tylko przy Arboretum, które nota bene o tak wczesnej porze było jeszcze zamknięte.
Chyba wszystko tu było zamknięte, bo pomimo pory letniej i urlopów spotkaliśmy niewielu kuracjuszy. A może Lądek Zdrój lata swojej świetności ma już za sobą? Po wypiciu kawy w bardzo klimatycznej restauracji, do Kletna dotarliśmy około godziny 12.30.
Byłam już kiedyś na Śnieżniku, ale przygotowując ten materiał nie mogę odnaleźć zdjęć kiedy dokładnie to było (na pewno z jakieś 10 lat temu). Śnieżnik, to również Jaskinia Niedźwiedzia, którą mieliśmy kiedyś szczęście zwiedzić, ale tylko raz, chociaż byliśmy już w tych okolicach co najmniej 3-krotnie.
Wtedy, 7 lipca również jechaliśmy z nastawieniem, że zwiedzimy Jaskinię, ale ponieważ jak zwykle jechaliśmy bez opracowanej trasy wycieczki, wobec tego nie wiedzieliśmy, że bilety do Jaskini trzeba zarezerwować. Trochę jeździłam po świecie i kilka jaskiń za granicą zwiedziłam i nigdzie jeszcze do tej pory nie mieliśmy problemów z biletami, a do Jaskini Niedźwiedziej już drugi raz. Pierwszy raz, a było to jakieś 10 lat temu, przyjechaliśmy zwiedzić Jaskinię Niedźwiedzią w Poniedziałek Wielkanocny i oczywiście okazało się, że Jaskinia w tym dniu jest nieczynna. Wobec tego wtedy pierwszy raz byłam na szczycie Śnieżnika. Było to na wiosnę, wobec czego ostatni odcinek, tj. ze schroniska na szczyt pokonywaliśmy w resztkach śniegu. Na samym szczycie niemiłosiernie wiało i widoków nie było żadnych. Zapamiętałam tylko miejsce, gdzie zostało gruzowisko po wyburzonej w 1973 roku wieży widokowej. Tym razem jednak pogoda nam dopisała i widoki z samego szczytu na długo pozostaną w naszej pamięci, ale po kolei....
Z parkingu w Kletnie do Jaskini jest jakieś 2 km asfaltową drogą. Można również dojechać melexem, ale my nie skorzystaliśmy.
Ponieważ już na parkingu dowiedzieliśmy się, że mamy marne szanse na kupienie biletów do Jaskini, to tylko weszliśmy na chwilkę do budynku Jaskini, zrobiliśmy kilka fotek i od razu ruszyliśmy w kierunku Śnieżnika żółtym szlakiem. Jaskinia Niedźwiedzia słusznie uchodzi za najpiękniejszą jaskinię Polski. Urozmaicenie i bogactwo form naciekowych, jako jedyna w Polsce pozwala konkurować tej jaskini z obiektami zagranicznymi. Główne wejście do jaskini znajduje się na terenie nieczynnego kamieniołomu w specjalnie dla tego celu wybudowanym budynku, w którym mieści się niewielka wystawa poświęcona jaskini.
Tuż za Jaskinią Niedźwiedzią rozpoczyna się Gęsia Gardziel, gdzie natrafiliśmy na ciekawy otwór w ziemi, z którego, gdy się do niego przyłożyło rękę, można było poczuć mikroklimat jaskini. Rzeczywiście, ciągnęło stamtąd chłodem. Im wyżej, tym droga coraz bardziej stroma. Pierwsze kroki uświadomiły nam, że mamy do czynienia z trudna górską wycieczką i chociaż w nogach czuliśmy coraz to bardziej strome podejście, to z każdym przebytym metrem nabieraliśmy więcej zapału. Po około 1 godzinie dotarliśmy na Przełęcz Śnieżnicką (1123 m n.p.m.). Tu znajduje się węzeł szlaków – dochodzą drogi z Międzygórza, Stronia Śląskiego i Czarnej Góry. Prawie się nie zatrzymując, zmieniliśmy szlak na czerwony i szeroką niczym dwupasmowa ulica drogą ruszyliśmy w stronę schroniska, by po ok. 15 minutach dotrzeć do schroniska na Hali pod Śnieżnikiem, które jest jednym z najstarszych w regionie (z 1871r.) i jest położone na wysokości 1218 m n.p.m.
Tutaj nieco zregenerowaliśmy siły i kontynuowaliśmy wspinaczkę na sam szczyt. Schronisko na Śnieżniku znajduje się tak naprawdę kilkaset metrów przed szczytem.
Do szczytu dojść możemy szlakiem zielonym, zajmuje to około pół godziny, ale dotychczasowy wysiłek, to jest za mało jeśli chcemy stanąć na szczycie Śnieżnika. Stawiamy pierwsze kroki. Jest ciężko, a nawet bardzo. Ruszam pierwsza. Stawiam krok za krokiem. Mijają kolejne minuty i mijają kolejne metry, które pokonujemy. Tempo jednak jest fatalne. W końcu widzimy wyłaniające się słupki graniczne. Teren odsłania się coraz bardziej. Drzewa są coraz mniejsze i jest ich coraz mniej.
Wiatr napotykający niżej skuteczny opór, tutaj uwolniony szaleje z coraz większą siłą. Idziemy w dalszym ciągu krok za krokiem. Jest jakby trochę lepiej. Kiedy dotarliśmy na szczyt, zrobiliśmy sobie krótki odpoczynek oraz ciekawe fotki, bowiem na szczycie znajdują się resztki wieży widokowej, wysadzonej w latach 70-tych podobno ze względów bezpieczeństwa. Wiejący wiatr na szczycie stwarzał niesamowitą atmosferę. Szczyt Śnieżnik wydaje się być wtedy mroczny i tajemniczy. Kiedy stanęliśmy na szczycie od razu zaczęliśmy podziwiać nieocenione piękno gór, ich potęgę oraz niepowtarzalny klimat. Rozkoszowaliśmy się urokiem Kotliny Kłodzkiej, która rozpościerała się u naszych stóp.
Przejrzystość powietrza była super i co prawda nie dostrzegliśmy w oddali Wrocławia i Pragi, ale Karkonosze, Pradziada i Masyw Ślęży ... owszem. Odczuwaliśmy zachwyt nad otaczającą nas bezkresną przestrzenią. Pogoda jest typowa dla tego szczytu, jest zimno i wietrznie, chociaż jeszcze przed chwilą umieraliśmy z gorąca wspinając się pod górę. Na szczycie pomimo przejrzystego powietrza trzeba założyć na siebie coś z długim rękawem.
Powrót był oczywiście o wiele prostszy, bo to już z górki.
Wracamy tym samym szlakiem na parking w Kletnie. Po drodze mijamy Źródło Marianny.
Jest ono jednym z punktów szlaku poświęconego królewnie Mariannie Orańskiej. Królewna od 1838 roku była właścicielką znacznej części Masywu Śnieżnika. Nad Źródłem zatrzymaliśmy się chwilę dłużej, próbując chwytać wodę tryskającą z ziemi. Na naszej trasie nie było tłumów. Spotkaliśmy tylko parę osób. Pełny relaks, piękne widoki, w dodatku towarzyszyło nam słońce.
Dzięki takiemu dniu udowodniliśmy sobie, że warto przełamywać swoje słabości i wyznaczać sobie ambitne cele. Mimo, iż wspólnie spędzony czas minął nam jak jedna chwila, to wspólne przeżycia pozostaną nam jeszcze długo w pamięci. Śnieżnik należy do Korony Gór Polski, a w języku czeskim nazywa się Kralicky Snieznik.










