Tym razem na wycieczkę na Wielką Sowę wybraliśmy się w
niedzielę 12 lipca. Jeździmy tam dość często, bo z Wrocławia to około 80 km. Łatwo dostępny szczyt oferuje przepiękne
widoki, a wędrówka leśnymi ścieżkami jest doskonałym sposobem na obcowanie z
naturą. Samo dotarcie na szczyt z Rzeczki/Sokolca zajmuje nam około
godziny. Samochód zostawiamy na parkingu (cena 10 zł. za cały dzień).
Z Przełęczy Sokolej, przy ostatnich zabudowaniach wsi
Rzeczki, zaczyna się trasa na szczyt. Rzeczka to sympatyczna, mała wioska,
która zimą staje się jednym z głównych ośrodków narciarskich Sudetów.
Z
przełęczy trasa biegnie czerwonym szlakiem ostro pod górę, a po drodze można
podziwiać piękne widoki na Grabinę oraz Wzgórza Wyrębińskie i Góry Kamienne.
Po
około 15 minutach mijamy schronisko Orzeł.
Tutaj też znajduje się Piwnica „Pod
Orłem”, gdzie można smacznie zjeść i się napić.
Za schroniskiem trasa prowadzi
czerwonym szlakiem, by po około 20 minutach znaleźć się przy schronisku „Sowa”.
Tutaj obowiązkowo czeskie piwo, by dalej łagodnym podejściem po około 30
minutach dotrzeć na szczyt Wielkiej Sowy.
Wielka Sowa nie jest tak naprawdę wielka, bo wznosi się
na wysokość 1.015 m n.p.m., to jednak dzięki wieży widokowej wybudowanej na jej
szczycie jest jednym z najwspanialszych punktów widokowych w polskich górach, a
można z niej podziwiać panoramę prawie całych Sudetów, masywu Śnieżki, a przy
dobrej pogodzie w oddali widać nawet Wrocław.
Wieża została wyremontowana dopiero w roku 2006. Ja
pamiętam jeszcze czasy, gdy wieża była w opłakanym stanie, ale ponieważ Wielka
Sowa stanowi węzeł wielu szlaków, które spotykają się właśnie w tym miejscu,
dobrze się stało, że gmina Pieszyce pozyskała środki z Funduszy Unijnych i
odrestaurowała wieżę widokową.
Na szlaku było bardzo wielu turystów. Było więc gwarno i
głośno, a na samym szczycie pod wieżą, w ten upalny dzień było bardzo tłoczno.
Ja jeszcze nigdy w tym miejscu nie widziałam tak wielu turystów naraz.
W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się na obiadek w
malowniczo położonej na świeżym powietrzu restauracji „Zagroda”, w której
urządzone jest minizoo. Widzieliśmy m.in. dwie lamy, które są bardzo
ciekawskie, a jedna z nich bardzo interesowała się naszymi psami. Leży ona po
prawej stronie drogi tuż za Zagórzem Śl., a przed miejscowością Lubachów.
Na wycieczkę pojechał z nami Figo i Zimbo,
a mój
poprzedni pies nowofundladczyk Graf przez 13 lat towarzyszył nam w naszych
wyprawach. Oto jedno ze zdjęć z nim......








